wtorek, 11 lipca 2017

W lipcu na ślubnym kobiercu

W lipcu i w dodatku w Wielkiej Brytani, bo taką drogę musi pokonać karteczka, którą stworzyłam. Chciałam, żeby było delikatnie, różanie, romantycznie. Niech przyniesie szczęście Młodej Parze!
Pozdrawiam ciepło odwiedzających :)












niedziela, 9 lipca 2017

Wędrowniczek - Grecja



Witajcie po dłuższej przerwie :) Dziś zapraszam do mojego Wędrowniczka.
W Grecji znalazłam się po raz pierwszy, służbowo ;) , ponieważ pojechałam na obóz z młodzieżą.  Pobyt był dosyć krótki z bogatym programem, więc wiele zobaczyłam, a ponieważ podopieczni zachowywali się świetnie – to także odpoczęłam.
Grecja, kolebka naszej cywilizacji przyjęła nas gościnnie i bardzo ciepło, bo temperatura w cieniu przekraczała 40 stopni.
Zwiedzanie rozpoczęliśmy od doliny Tempi, głębokiego wąwozu leżącego między masywem Olimpu (u stóp, którego mieszkaliśmy), a górami Ossa. Dnem tej cienistej, głębokiej doliny płynie rzeka Pinios.
Legendy głoszą, ze dolina Tempi powstała po kłótni Zeusa z Posejdonem, kiedy ten pierwszy cisnął w gniewie piorunem w skały, które pękły. Rzeka wypłynęła z pękniętych skał po uderzeniu w nie trójzębem Posejdona.  Wypływa tu też źródło Afrodyty, w którym obmywała się schodząc na ziemię na spotkania z Adonisem. Dziś obmycie się w tym źródełku daje gwarancję urody i młodości.
Brzegi rzeki spina wiszący most, za którym wznosi się wykuta w skale maleńka cerkiew. To greckie sanktuarium, świątynia świętej Paraskewii ( czyli w dosłownym tłumaczeniu świętej Piątek). Można ją porównać do naszej Wandy, która nie chciała Niemca. Paraskewia nie chciała związku z Turkiem i zagroziła wyłupieniem oczu. Dotrzymała obietnicy i tak też jest przedstawiany jej wizerunek –świętej, która trzyma tacę z oczami. Paraskewia jest patronką chorych a jej relikwie są przechowywane w skalnej cerkwi w dolinie Tempi. Kościółek jest maleńki, ale ikonostas niezwykle bogaty i misternie koronkowo rzeźbiony. Są tu odprawiane regularne nabożeństwa.
















Jednym z cudów wpisanych a Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO są klasztory Meteory, które także zwiedzaliśmy. Meteory to skalne ostańce, które według legendy Bóg cisnął na Ziemię, aby ludzie mogli być bliżej niego. Nazywane są Skalnym Lasem. Początkowo wdrapywali się na nie pustelnicy, którzy zamieszkiwali w jaskiniach. Potem zaczęli budować klasztory. Było ich ponad dwadzieścia. Niestety do dzisiejszych czasów przetrwało tylko sześć. Dwa z nich są żeńskie. Mnisi żyją tam według spartańskich reguł. Dobę dzielą na ośmiogodzinne części – jedną przeznaczają na modlitwę, jedną na sen i czynności codzienne, jedną na pracę. Posilają się dwa razy dziennie potrawami na bazie roślin strączkowych i innych warzyw, a posiłek trwa tyle, ile czasu zajmuje odczytanie fragmentu pisma świętego na dany dzień.
Pierwsze wzmianki o Meteorach sięgają X wieku, a czasy ich świetności przypadają na wiek XV. Widzieliśmy wszystkie sześć monastyrów – Wielki Meteoron, świętego Stefana, świętej Barbary, świętej Trójcy, świętego Mikołaja, a zwiedzaliśmy klasztor Varlaam- nazwany tak od imienia założyciela. Na szczytach tak wąskich skał – kościółki są maleńkie, ich ściany pokryte są w całości malowidłami. W klasztorze Varlaam można zwiedzić także dawny szpital oraz niewielkie muzeum sztuki sakralnej i wytworów mnichów.


















Na zwiedzanie Aten ruszyliśmy o pierwszej w nocy, ponieważ do przejechania mieliśmy kilkaset kilometrów. D przedmieść stolicy dojechaliśmy wraz z budzącym się dniem. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od portu w Pireusie. To największy port Morza Śródziemnego i mogliśmy obserwować statki kolosy, które do niego wpływały. Przejeżdżaliśmy także obok dawnego i obecnego stadionu Olimpiakosu Pireus. Kolejnym punktem zwiedzania był zrekonstruowany stadion olimpijski Kalimarmaro , na którym odbyły się pierwsze nowożytne Igrzyska Olimpijskie w 1896 roku. 









Pod Akropolem byliśmy już o ósmej rano. Mogliśmy dzięki temu obejrzeć żołnierzy, którzy codziennie o tej godzinie wchodzą na wzgórze, żeby wciągnąć na maszt grecką flagę. Wczesna pora sprzyjała zwiedzaniu, ponieważ tego dnia w Atenach było 45 stopni w cieniu.
Akropol – wzgórze pełne świątyń, miejsce kultu, zbudowane z różowawego marmuru, zbudowanych na początku naszej ery z inicjatywy Peryklesa. Propyleje czyli wejście na Akropol, rodzaj bramy witały nas na wzgórzu. Tuż za nimi można zobaczyć Pinakotekę oraz Erechtejon ozdobiony Kariatydami – posągami dziewic, do których pozowały córy najlepszych domów ateńskich. W centrum najważniejsza   świątynia Akropolu zbudowana w porządku doryckim - Partenon – świątynia Ateny Dziewicy, cud architektoniczny. Do dziś nie wiadomo jak w tamtych czasach udało się zbudować budowlę tak doskonałą i pozwalającą usunąć wszelkie złudzenia optyczne towarzyszące zwykle obserwacji tak wielkich budowli. Partenon był wyjątkowo bogatą świątynią pełną złoconych posągów, niestety uległy one zniszczeniu podczas wojen z Persami.
Ze wzgórza rozciąga się piękny widok ma panoramę Aten, białe miasto rozsiane gęsto na okolicznych wzgórzach, miasto o niezbyt wysokiej zabudowie ze względu na możliwe trzęsienia ziemi, miasto, gdzie każdy skrawek przestrzeni jest wykorzystany i zagospodarowany.  Stąd także mogliśmy podziwiać teatr Dionizosa, który do tej pory słynie z doskonałej akustyki i jest współcześnie prestiżową sceną.













Schodząc z Akropolu – zwiedziliśmy jeszcze wzgórze Aresa czyli Aeropag od nazwy rady sędziów, która tam właśnie obradowała. Na wzgórzu stoi także krzyż upamiętniający miejsce, w który święty Paweł chrystianizujący Grecję wygłosił kazanie o Jezusie, którego nie znamy.









U stóp wzgórza Aresa rozciąga się grecka Agora czyli rynek, na którym mieściły się najważniejsze urzędy, kwitł handel i odbywały się państwowe uroczystości. To tu właśnie  przechadzał się Sokrates prowadząc dysputy z przechodniami. Z Agorą graniczy świątynia Hefajstosa, chyba jedyna, w której zachował się dach. Nieopodal można zobaczyć ruiny Agory rzymskiej, ta sprawowała jedynie funkcje handlowe, płaciło się tu cło.





Po zwiedzaniu Akropolu mogliśmy się cieszyć dwugodzinnym czasem wolnym, przeznaczonym na zakup pamiątek, wysłanie pocztówek i zjedzenie pysznej greckiej sałatki J Udało mi się wypatrzeć wolnożyjące papugi. Wyczytałam, ze to ekspansywny gatunek aleksandretta obrożna, która ma szansę za jakiś czas dotrzeć d Polski.
Ateny żegnaliśmy obserwując honorową zmianę warty przy Grobie Nieznanego Żołnierza przed Parlamentem. Żołnierze ubrani są w  wełniane stroje-mundury nawiązujące wyglądem do tradycyjnych strojów górali środkowej Grecji. Spódnica (więc nie tylko SzkociI!) ma ponad 200 falban, a but z drewnianą podeszwą i pomponem waży 1,5 kilograma. Upał był nie do wytrzymania, więc z ulgą przyjęliśmy wnętrze klimatyzowanego autokaru.








W drodze powrotnej zobaczyliśmy jeszcze jedno historyczne miejsce ,wąwóz Termopile, gdzie Grecy ponieśli klęskę z Persją. Miejsce upamiętnia  pomnik Spartan z figurą Leonidasa wskazującego włócznią wejście do wąwozu i tablica z napisem „O cudzoziemcze, powiedz Lacedemończykom, że wierni ich prawom, tu spoczywamy”.





Dwa dni przed wyjazdem odbyliśmy wycieczkę rejs na greckie wyspy Skiatos i Skopelos. Na statku towarzyszyły nam inne grupy – polskie i węgierskie. Mogliśmy obserwować delfiny, które przez moment towarzyszyły statkowi skacząc i nurkując w przezroczystej wodzie. Widzieliśmy miejsca gdzie kręcono sceny do filmu Mamma Mia, na przykład kościółek, w którym filmowano ślub. Obserwując przepiękne wybrzeża, czyściutkie maleńkie plaże oraz lazurową wodę słuchaliśmy o świętym Reginusie patronie wyspy oraz rybaków, który dzięki modlitwie pokonał żyjącego tu smoka. Stwora pochłonęły skały wyspy, które rozstąpiły się tworząc malowniczy wązóz nad brzegiem morza. Podczas rejsu uczyliśmy się tańczyć zorbę, a chętni mogli spróbować odrobinę trunków greckich – uzo i metaxy. W południe dobiliśmy do portu stolicy wyspy Skopelos, o tej samej nazwie. To urocze miasteczko położone na wzniesieniach wybrzeża nad turkusowym morzem z bielonymi domkami o niebieskich drzwiach i okiennicach, z kościółkami pokrytymi kamienną dachówką i kwitnącymi bugenwillami i wisteriami – to prawdziwe cudo. Maleńkie kawiarenki i knajpki wabią kuszącymi zapachami, a uliczki są tak wąskie, że stojąc na balkonach można podać sobie dłonie.  W dole lazurowe morze zachęca do kąpieli. Skorzystaliśmy ze spaceru, jedzenia i kąpieli.
Z miasteczka popłynęliśmy na piękną plażę, gdzie mogliśmy cieszyć się kąpielami wodnymi i słonecznymi. Chętni mogli skakać do morza bezpośrednio ze statku. Rejs zakończył się w porcie Achillo już po zachodzę słońca. 





































Nasza grupa była zakwaterowana w hotelu Orfeusz u stóp Olimpu w miasteczku Skotina Paralia. Miasteczka środkowego wybrzeża przypominają nasze kurorty, a plaże są bardzo zwyczajne.  Nieopodal naszej miejscowości wznosiły się na wzgórzu ruiny średniowiecznego zamku Panteleimon oraz miasteczko Leptokaria. Bardzo mila kierowniczka hotelu Eleni dbała o nas i nasze podniebienia. Najadłam się greckich pomidorków, arbuzów, brzoskwiń, oliwek i fety. Wypływałam w basenie.
Młodzież była zadowolona z całodziennej wyprawy do parku wodnego Waterland.















Niestety mam też smutne  wspomnienia. Zwierzęta greckie. Masa psów i kotów żyjących na wolności. Chudych, zaniedbanych, stęsknionych kontaktu z człowiekiem, na każdej uliczce, w każdym miasteczku, na każdym parkingu przy autostradzie, a nawet na granicy. Moje dokarmianie, cóż to jest, kropla w morzu…. Zdarzyło mi się nawet ratować wróble pisklęta, niezbyt dobrze opierzone, które prawdopodobnie wyskoczyły z gniazda z przegrzania.







Ostatnie zdjęcie jest radosne, bo przedstawia wróble przedszkole, które pod przywództwem rodzica uczy się picia wody z basenu. Jaskółki robiły to w locie :)


Takie to greckie wspomnienia przywiozłam z wędrówki razem z greckimi smakami i opalenizną :)
Pozdrawiam wszystkich, którzy dotrwali do końca, a za  pomysł wyjazdu i najpiękniejsze zdjęcia dziękuję Sławkowi!